Urokiem mojej szkoły to zdecydowanie tak zwany „dobry poziom”. Matura tutaj to pikuś w porównaniu z lekcją historii, a „trafienie w klucz” przeżywam podczas każdego spotkania z polonistką. Nie jest najgorzej, budynek zimny, zabytkowy, przedwojenny. Ściany nie są ochrzczone napisami, jedynie antyramy ze zdjęciami świadczą o tym, że są tutaj jacyś uczniowie. Jacyś – to źle powiedziane, bo profile klas mówią same za siebie. W każdym z roczników przewagę stanowią umysły ścisłe, z podkrążonymi oczami od nocnych romansów z matematyką, oraz dwie klasy artystów.
Ja od niedawna należę do tych drugich, co wcale nie oznacza, że jest łatwo, szczególnie, jeżeli mówimy o historii. Moja parszywa pięta achillesowa, w dodatku – rozszerzona. Nie jest łatwo, i w ciągu tygodnia mam niewiele czasu na cokolwiek.
Witaj nauko! Czekam już tylko na chwilę, gdy wyśnione liceum zamieni się w koszmar.
Otrzymałam stypendium, i więcej, wciąż więcej papierkowej roboty. Choroba, będę musiała nauczyć się wypełniać pity, czy jak im tam.
Trud się jednak opłaca a do kupienia mam:
białą i niebieską akrylę 500ml
24 kolory akwareli
pędzle z miękkim włosiem
no i na razie tyle
Planuję wystawić swoje prace na allegro, ale ciągle się waham.
Moja nieśmiertelna, czeka cierpliwie na natchnienie, ale dziś będzie stary fragment, który jeszcze nigdzie nie publikowałam. Oto i on.
June opadła na piasek uśmiechając się jak idiotka. Cały ten czas zachowywała się jak nie do końca sprawna umysłowo, więc Lupusowi nie zrobiło to większej różnicy. Usiadł naprzeciwko i sprawnie złapał ją, gdy przechyliła się niebezpiecznie w lewą stronę.
- Maleńka, na dziś koniec. – Zaśmiał się zabierając jej butelkę po piwie. Przechylił flaszkę wylewając sobie do gardła resztkę złocistego płynu, po czym wetknął szkło w piasek.
- Pocałuj mnie. – Zanim zdążył się zorientować, poczuł wargi dziewczyny gdzieś pomiędzy uchem a szyją. Z jego piersi wydobył się nieprzyjemny pomruk.
- Jesteś pijana.
- Nie jestem, nie po trzech piwach. – Zarechotała muskając wargami jego szyję. Odsunął się minimalnie, choć jej zimne, szorstkie od piasku ręce zdążyły zwinnie opleść jego ciało.
- Jesteś pijana jak diabli. – Stwierdził zupełnie poddając się jej pieszczotom. W przypływie oprzytomnienia złapał jej twarz w dłonie i odgarnął płomienną grzywkę, która na przekór wszystkiemu i tak cisnęła się w oczy.
- Nie jestem idiotą. – Widząc jej minę uśmiechnął się lekko i przejechał kciukiem po jej nosie. Przez chwilę miał ogromną ochotę zabawić się jej kosztem. Była taka naiwna, nachalna a jednocześnie urocza. Mieszanka która wzburzyła krew w jego żyłach. Nie zastanawiając się zbyt długo przyciągnął ją do siebie tak, że ich czoła niemalże się stykały.
- Lubię się całować. I takie nieprzemyślane pocałunki. – June wydukała z trudem, i na całe szczęście chłopak zamknął jej usta. W owej chwili oddałby wszystko żeby ją mieć, tu. W tej chwili. Pośród wyrzuconych przez przypływ wodorostów, kawałków drewna i drobnych bursztynów. Lubił lekko słodki, piżmowy zapach jej ciała, i miękkie wargi. Lubił jej szerokie biodra i piersi.
- Boże, tak bardzo. Kocham cię. – June wychrypiała na wpół przytomna. Słysząc to Lupus zawahał się po raz kolejny, cofnął dłonie zostawiając zapięcie jej stanika i odsunął się cicho. Nie zamierzał jej teraz zostawiać, mimo wszystko posiadał resztki godności. Ona zasypiała a on musiał się przejść. Pójść gdziekolwiek. Jak najdalej od samego siebie.
O matko... ten fragment jest boski.. a co dopiero cała książka.. daj więcej fragmentów. Pozdrawiam i nie zgub się w natłoku licealnych spraw. ;* Endżi. Ps. ja jestem w trakcie pisania ksiażki, ale narazie nie mam czasu.
ReplyDeleteJeszcze raz pozdro,