Saturday, 28 August 2010

To nadal są wakacje...

…choć praktycznie żyję tylko szkołą. Jak będzie, co będzie i czy przypadkiem nie dam rady. Oj wiem, że na początku będą straszyć, robić kartkówki i czepiać się wszystkiego. Mimo że to wszystko wiem, cały czas coś mnie zżera od środka i każe zamartwiać się pierdołami. Cała ja. Cała Maddie.

Wczoraj dałam popis swoich umiejętności działania w terenie. Pogubiłam się korzystając z komunikacji miejskiej(nie, nie ściemniam. To zdarzyło się na prawdę;D). W końcu dojechałam na upragnione Okęcie ale w między czasie zmieniałam autobus setki razy co chwila wybuchając śmiechem razem z moją towarzyszką podróży. Następnym razem wezmę ze sobą mapkę, albo chociaż ściągnę na komórkę plan Warszawy.

Spotkałam się też z moimi "ukrainkami"(cały czas planujemy kolejny wypad do Lwowa). Przyjaźnie obśliniły mnie cudowne psy Amelki, paliłyśmy shishę o smaku Mango i oglądałyśmy film w którym aktorka cały czas chodziła topless. Basen - o ile dobrze pamiętam. Kino ambitne, choć cycki miała sztuczne.

Mam nadzieję że to nie był ostatni raz bo atmosfera jak zwykle - była fantastyczna.

Z tych wszystkich rzeczy które zaplanowałam robić w wakacje zrealizowałam naprawdę niewiele.

Przede wszystkim się obijałam, smarowałam kredkami w zeszycie z zapałem pięciolatka. Z napisania powieści nici, bo doszłam do wniosku że muszę jeszcze poćwiczyć. Kto by chciał przeczytać moje dzieło z kulejącymi zdaniami? Jak się nie ma talentu to trzeba ćwiczyć. Więc ćwiczę, z czerwonymi gałami od wlepiania się w monitor.
Malowałam niewiele bo w trakcie skończyła mi się biała akryla.
Nubiskurg skończone, ale wisi cały czas w takim specjalnym miejscu na ścianie - w razie gdybym zauważyła jakiś błąd, albo możliwość doszlifowania jest cały czas pod ręką.

Dziś będę taka jak zwykle, wredna, naburmuszona i niezdecydowana. A co mi tam.
Ci co mnie kochają - kochają za to jaka jestem.
A ci co nie kochają… nie muszą;D

No comments:

Post a Comment